Apple iPhone 3GS – wrażenia z użytkowania
18 November 2009 Komentarze (2)“Ajfon srajfon” jak mawiają najwięksi przeciwnicy dziecka Apple. Nie ulega wątpliwości, że firma ta w pewien sposób zrewolucjonizowała rynek telefonów komórkowych, tak jak wcześniej zrobiła to z odtwarzaczami MP3. Wszystkie najnowsze pozycje, stawiające na multimedia i targetowane do młodych, czy lanserów nadwyraz przypominają mi takiego ograniczonego iPhone. Krzykacze i ubijacze piany zwykle głośno krzyczą mówiąc na temat durnoty i ułomności telefonu – jednak czy ten telefon jest naprawdę tak daremny aby wieszać na nim psy?

W czerwcu w czasie trwania WWDC firma zaprezentowała najnowszą edycję iPhone czyli iPhone 3GS. Mały szczegół w nazwie mówi raczej o kosmetycznych zmianach aniżeli jakieś większej rewolucji. I tak w zasadzie jest, gdyż główną zaletą posiadanie takiego boskiego modelu jest nic innego jak szybciej działające gry czy odczytujące się pliki arkuszy, lepszy aparat oraz możliwość kręcenia filmów. Całej rewolucji (przynajmniej w stosunku do całej rodziny iPhone) daje soft w wersji 3.0, który załatał praktycznie większość uwag serwowanych przez przeciwników tej religii.
Po rozpakowaniu paczki oczywiście, jak to firma ma w zwyczaju, zaskoczyła mnie wielkością pudełka. Nie wiem czy to moje przebajerowane odczucie wielkości produktu, czy firma umyślnie przedstawi je w takich perspektywach, że człowiek jest zaskoczony. Podobnie było z iPodem Nano, Shuffle czy Macbookiem. Cóż poradzić. Wszystko ładnie ułożone, aż strach dotykać bo później będzie ciężko z poskładaniem w całość, jednak z uwagi na to, że do odważnych świat należy w moim boxie odznalazłem:
- ku wielkiemu zdziwieniu iPhone 3GS
- słuchawki z pilotem
- kabel usb
- wtyczka do kontaktu
- końcówka z europejska do wtyczki
- instrukcje, przewodniki
- igła do wysunięcia karty SIM
- 2 nalepki niepełnego jabłuszka
Zestaw jest ok, w zasadzie nic więcej do pracy mi nie potrzeba.
Do wyboru mamy 2 wersje pojemnościowe – 16 i 32 GB. Kolor czarny i biały w zależności od preferencji czy upodobań. Dodatkowo aż dwie sieci komórkowe, w których telefon działa – Era i Orange. Wygląda praktycznie jak poprzednie wersje, czyli niemalże tak samo jak cała rodzina:

Przód jak zwykle dość symplistyczny – głośnik, ekran, przycisk. Spód zawiera mikforon, złącze do podłączenia kabla USB oraz głośnik głośnik. Lewa strona jak to standardowo mają konstruktorzy telefonów w zwyczaju umieszczony regulator głośności i wyciszenia. Góra natomiast wyposażona została w gniazdo słuchawek (3.5mm), miejsce na kartę SIM oraz włącznik. Wszystko dość jasne, zresztą macie miło, obrazkowo przedstawione prosto ze strony Apple.pl.
Trudne początki.
Ha, jakże się ucieszyłem gdy wieczorem rozpakowałem przesyłkę i po szybkim wyciągnięciu wcisnąłem włącznik. Ku mojemu zdziwieniu telefon przedstawiał tylko smutny napis dotyczący aktywacji, która tak jak wcześniej wspomniałem możliwa jest tylko z kartą SIM operatora obsługującego te sieci w danym kraju. Niby oczywiste, ale ja chciałem chociaż posłuchać muzyki! No way. Po analizie dostępnych starterów zdecydowałem się na Orange POP, który prócz dość fajnego pakietu SMSowego zawierał również ten na Internet. Uradowany jak nigdy z uśmiechem na twarzy powróciłem do domu i zacierając ręce chciałem ruszyć w końcu to cacko. Ale gdzie wkłada się kartę?! Na dole miejsce na kabel, tyłu zdjąć się nie da, a na bokach do podważenia niestety nic nie spotkałem. Chwila strachu, chwila Google i jest – górna pokrywa i dziurka nie będąca jednak mikrofonem służy do wyciągnięcia tajemniczej klapki. Odnaleźć igłę w domu również nie lada wyzwanie, jednak jak się okazuje niepotrzebne – specjalnie wyprofilowana igła z najwyższej jakości materiału z dożywotnią gwarancją producenta została umieszczona w pudełku o czym poinformował mnie @dstranz. Od tej pory w zasadzie bałem się co mogę spotkać na drugiej stronie nalepki dołączonej do opakowania.
Ach, jakżeby to było piękne gdyby na takich przygodach pozostać. Mimo (jak mi się wydawało) połączeniu WiFi i dzięki zastosowanym powiadomieniom o aktualizacjach po moim 20 zł koncie na komórce w pięć minut ( nie zdążyłem na stronie włączyć nawet pakietu internetowego i SMSowego ) straciłem cały dobytek i doświadczyłem niekończących się ilości wiadomości o braku pieniędzy. Po wskazówkach @dstranz’a również wybrnąłem i spokojnie można było doładować konto kolejną kwotą bez obaw utraty kolejnych ciężko zarobionych pieniędzy (;
Pomijając jednak te dwa problemy wieku dziecięcego….
Practise makes perefct!
Aktywacja przeszła pomyślnie, bez stresu. Sprzęt podłączony do maka w zasadzie podobnie jak w przypadku iPoda uruchomił natychmiast iTunes. Zaktualizowałem oprogramowanie do 3.1.2, aby być na bierząco. Synchronizacja muzyki, kontaktów, zdjęć, kalendarza. Chwila moment i najpotrzebniejsze informację miałem zawsze przy sobie. Sexi.

Ekran dotykowy? Bajka ponad bajki. Nie ma się co okłamywać, doznania są dość duże, kolorki świetne, aż chce się na niego patrzeć. Miałem już w ręku jedną czy dwie chińskie podróbki tego modelu i muszę powiedzieć, że o ile może osoby mogą troszkę podbudować się posiadaniem czegoś podobnego to nawet w kilku procentach nie jest to namiastką tego co dostajemy w prawdziwym produkcie. Podobnie wygląda to z reakcją na dotyk – do tej pory używałem tylko “klawiszowych” telefonów i mimo wszystko nie było problemów z użytkowaniem, przewijaniem, śmiganiem po menu. Miodzio. Oczywiście dalej wprost przeciwnie do tego ochłapu rzucanego przez niektórych sprzedawców na Allegro. Co chwile się palcował – ściereczka antystatyczna obowiązkowa bo nawet najbardziej twardym brudasom będzie po kilku minutach pracy przeszkadzać widok ekranu.
Bateria sprawuje się według specyfikacji. Może w pewnym stopniu upraszczam, bo nie miałem okazji tak naprawdę puścić muzyki przez 30h, siedzieć na urządzeniu w Internecie 5-9h, czy rozmawiać przez 5-12. Jednak po ponad 3h słuchania muzyki bateria spadała o około 10 %, natomiast przy sporadycznym siedzeniu w Internecie przez WiFi oraz krótkich SMSach i rozmowach starczała na kilka dni. W zasadzie też trudno ocenić coś więcej z uwagi na to, że urządzenie przynajmniej z raz dziennie było podłączane do komputera i co za tym idzie było od razu ładowane. Jeżeli wystarcza na słuchanie muzyki w wolnych chwilach, rozmowy, smsy i zabawę w Internecie przez 3 dni (i pewnie więcej) w normalnej formie (nie hurraoptymizmu zaraz po kupieniu i sprawdzaniu godziny i bezsensownego klikania w ikonki co 5 minut) to uważam to za dobry wynik.

Klawiatura sprawuje się średnio. Klawiatura?! Inaczej tego nazwać nie można jednak w moim skromnym odczuciu nie zwala z nóg. I niech mi nikt nie wmawia, że to kwestia przyzwyczajenia, jednak pisanie bez wyczuwalnego tyknięcia i na dość ściśniętej klawiaturze nie należy do najprzyjemniejszych opcji. Przy pisaniu szybko tekstu więcej wrażeń robiło na mnie powstrzymywanie się od zrobienia błędu niż skupienie się na tym co tak właściwie piszę. Błędów oczywiście dużo nie było, jednak sama forma mnie osobiście nie urzekła.
Głośnik? Sprawuje się całkiem całkiem, można sobie spokojnie posłuchać utworu w tramwaju, aby wszyscy usłyszeli. Działa chyba jednak troszkę gorzej inż ten zastosowany w Nokii E51. Do rozmów głosowych jednak spokojnie znajdzie zastosowanie i wykorzystanie.

Gry, gierki, aplikacje, aplikacyjki – duża zaleta, za kilka dolców naprawdę możemy rozbudować swój telefon o kilka ciekawszych, użyteczniejszych funkcji. Oczywiście żadna nowość w wykonaniu Apple – podobne rozwiązanie ma już miejsce w Symbianie, Windowsie Mobile czy Androidzie, jednak z uwagi na umieszczenie wszystkiego w dość zamkniętej i hermetycznej klatce jakią jest App Store daje pewną ogładę dostarczanym aplikacją, gwarancję działania i czystości oprogramowania i przede wszystkim są nam zaprezentowane w należyty sposób. Coś jednak za coś – za każdą aplikację, szczególnie te dość ciekawie rozszerzające możliwości przyjdzie zapłacić nawet po kilkadziesiąt dolców. Nie ma się co jednak tym zrażać, na rynku dostępne jest gro darmowego software, a ten zainstalowany od samego początku w pełni pozwoli nam wykorzystać funkcje telefonu. Także bez dodatkowych opłat spokojnie poużywamy sobie GPSu, odnajdziemy się dzięki kompasowi czy nagramy wideo.
Aparat – 3.2 MP wbudowane w aparat nie zadziwia, zresztą kto się tego nie spodziewał? Zdjęcia wychodzą dość znośnie, a zrobienie zdjęcia cenówce w sklepie, szybkiej fotki na ulicy nie sprawia problemu i myślę, że powinny w większym stopniu użytkowników kupujących telefon z podręczną funkcją robienia zdjęć niż aparatu z podręczną funkcją dzwonienia. Zdjęcia przegląda się dość swobodnie, a życie umila multitouch dzięki któremu możemy np. szybko powiększyć fotkę.

Dźwięk. Jakby nie spojrzeć iPhone to taki iPod Touch z dodatkową rozszerzoną opcją wykonywania połączeń, zatem dźwięk w urządzeniu takiej klasy powinien odgrywać również dużą rolę. Poniekąd tak i jest. Zastosowane słuchawki podobnie jak w iPodzie Shuffle – straszna tandeta, nie brzmią zbyt ciekawie i broń boże aby pchełki się zepsuły, bo stracimy kolejne 180 zł na nowe, takie same sztuki z uwagi na brak dostępnych na chwilę obecną modeli z pilotem. Choć ten jest aktualnie bardzo wygodnym rozwiązaniem to jest to jednak zbyt duży mankament. Dźwięk po zmianie słuchawek na Vedia SRS 300 brzmiał znacznie lepiej, w końcu można było poczuć bass i czerpać jeszcze większą przyjemność z muzyki, jednak i tak nie było to dość satysfakcjonujące. Aż dziw bierze. Co do samego przeglądania muzyki to wygląda ona podobnie jak we wszystkich iPodach – oprócz standardowego podziału według artysty czy stworzonych przez nas playlist mamy możliwość przeglądania utworów po okładkach w układzie horyzontalnym – Cover Flow. Cholernie podoba mi się integracja z iTunes – nie muszę tworzyć jakiś swoich playlisty w plikach tekstowych, nie muszę na nowo oceniać utworów, bać się że źle się posortują – wszystko mam dokładnie tak jak na komputerze.


MMSy? Są, wysyłają się. Bluetooth? Działa jednak pojedynczego pliku bezpośrednio nie prześlemy (!). Kopiuj/wklej? Tak zaawansowana funkcja trudno aby nie sprawdzała się idealnie. Internet? Przegląda się super, Safari jest bardzo wygodne, jednak czasami mimo wszystko brakuje obsługi flasha. Znajdziemy także Spotlight, czyli wyszukiwanie elementów, co przy dużej ilości danych jest dość dużym błogosławieństwem.
Uczcie się od Apple

“Fajnie gdy mamy AppStore i tysiące świetnych aplikacji, kiedy iPhone jest tak dennym telefonem nie obsługującym nawet MMSów, nie dających możliwości nagrywania filmów czy kopiowania tekstu.” Tak brzmiał ruch oporu w ocenie sprzętu. “MMSy to przestarzała technologia, której nikt nie używa więc po co dawać ją w iPhone? “- głosił nurt z pewnego fanbojskiego bloga. I co? I mogę powiedzieć, że teraz powinno być większości osób kolokwialnie mówiąc… łyso. Apple stworzyło świetny produkt z dość ciekawymi rozwiązaniami, których dotychczas nie spotykaliśmy na rynku jednak okroiło swój telefon z tych sztandarowych funkcji. Krzyku było co nie miara jednak wraz z pojawieniem się softu 3.0 możemy mówić o całkowitej rewolucji w spojrzeniu na ten sprzęt – producent załatał wszystkie wielkie mankamenty i dokładając do tego wcześniejsze włożone innowację dostarczył nam produkt bijący wszystkie inne na głowy – szczególnie jeśli chodzi o multimedia – i sprzedający się w milionach egzemplarzy aż po dzisiejszy dzień. Pełne uznanie.
MMSy nie są za starą technologią panie Opydo, a iPhona sobie najzwyczajniej nie kupie bo nie jest wart swojej ceny. Cena 3000 zł za telefon, który może dostarczyć mi więcej rozrywki, której tak naprawdę nie za bardzo potrzebuję jest zbyt wygórowana. A ogromnego abonamentu aby się polansować drogim telefonem na mieście nie zamierzam płacić. O!
Podobne wpisy: | Zobacz również: |


[...] przed chwilą Blog.zSieci.net » Blog Archive » Apple iPhone 3GS – wrażenia z użytkowania blog.zsieci.net/?p=934 Pokaż reakcje /* */ inne strony z tej witryny + obserwuj co [...]
[...] siebie mogę dodać tyle – słuchałem w podobnym czasie muzyki na iPod Nano 4G oraz iPhone 3GS i po pierwsze z pewnością dźwięk brzmi lepiej niż w tych urządzeniach. Na standardowych [...]
Zostaw swoją opinię!
RSS
Blogroll
Kategorie
Ostatnie komentarze
Odwiedzający